Wyszukiwarka
Biblioteka w szkole Biblioteka w szkole Wszystko dla szkoły Biblioteka centrum informacji Świetlica w Szkole Świetlica w Szkole
Aby dostawać nowości podaj e-mail: 
Zapisz:Wypisz
 
Szukaj: 
Aktualny numer 02/12
Na skróty
Aktualny numer
Prenumerata i zakup numerów archiwalnych
Archiwum
Zawartość wszystkich numerów "BwS"
w programie MOL
Spisy treści roczników
Wyszukiwarka
Informacje dla autorów
Rekomendowane publikacje
Bibliografia materiałów repertuarowych dla szkół
Bank przydatnych
materiałów
Partnerzy
Galeria bibliotekarzy
Stopka redakcyjna
KONTAKT
"Biblioteka w Szkole"
00-950 Warszawa
skr. pocztowa 109
email:
bibliotekawszkole@sukurs.edu.pl
tel./fax 0-22 832 36 12
tel. 832 36 11
Ostatni numer
ukazał się
1 lutego 2012
Kazimierz SZYMECZKO - Szkoła przetrwania. Nie ma i nie będzie

Nie ma i nie będzie

Biblioteka istnieje między innymi po to, by czytelnik mógł dowiedzieć się prawdy. Jeśli nie uczymy prawdy i nie podajemy rzetelnych informacji, to cała nasza praca nie ma racji bytu.

Czy jesteśmy strażnikami moralności? A może strażnikami normalności?
Biblioteka powinna gromadzić wszystkie informacje. Co nie znaczy, że wszystkie powinna udostępniać. Powiedziałbym nawet, że niektórych gromadzić nie powinna. Nie chodzi mi tu o oprawione i skatalogowane roczniki "Playboya", bo to się niejako samo przez się rozumie. Nie mam też zamiaru tracić pieniędzy na kupowanie ściąg, nawet bardzo rzetelnych. Co innego porządne opracowania. A właśnie o rzetelności źródeł w dobie postępu mam zamiar dzisiaj dywagować. Są bowiem informacje, których w mojej bibliotece nie ma i nie będzie.

Kłamstwo powtórzone tysiąc razy

Czy uczeń, który pyta o polskie obozy koncentracyjne, powinien zostać obsłużony bez słowa komentarza? Co mam mu dać do ręki? Materiały o Oświęcimiu? Nazwa "polskie obozy koncentracyjne" kilka lat temu była jeszcze zjawiskiem marginalnym. Obecnie funkcjonuje w USA, Kanadzie, Izraelu i powoli podbija Europę Zachodnią. Jak słusznie zauważył dr Goebbels: "Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą". Gdziekolwiek teraz pan minister propagandy się znajduje, ma powody do samozadowolenia.
Obawiam się, że Polska nie przekrzyczy reszty świata, ale to, że "wszyscy tak mówią", nie znaczy jeszcze, że wszyscy mają rację. Obozy tworzone w czasie wojny na terenie Polski (głównie z powodów rozmieszczenia ludności żydowskiej i węzłów kolejowych) pozostaną niemieckie. Nowa nazwa sugeruje, że powstały one z inicjatywy Polaków i to my zarządzaliśmy kombinatami śmierci. Taki z pozoru niewinny skrót językowy (bo komu chciało by się mówić: "Faszystowskieobozykoncentracyjnenatereniepolski" - 18 sylab) prowadzi na dłuższą metę do zakłamania historii. A dlaczego "faszystowskie"? Ano w odróżnieniu od sowieckich i dlatego, że Niemcy mają prawo nie życzyć sobie, by całą ich historię utożsamiano z dwunastoma latami rządów hitlerowców. Rozumiem ich i nie mam zamiaru wybielać się niczyim kosztem, ale obozy w Auschwitz, Treblinka czy Kulmhof polskie nie były. Uczeń pytający o polskie obozy powinien otrzymać informację np. o Łambinowicach, gdzie w 1945 r. UB zamordowało ponad 3000 (inne źródła podają ponad 6000) osób, głównie narodowości śląskiej i niemieckiej. A tak na marginesie, przez analogię do faszyzmu, był to obóz polski czy komunistyczny? Problem w tym, że każdy naród chętnie przyzna się do martyrologii, ale żaden nie chce wspominać, że bywał i ofiarą i katem. Ale to jeszcze nie powód, by modelować historię, przepychając odpowiedzialność na inne nacje. Prawdopodobnie pytający nie szuka informacji o polskich obozach, czyli Łambinowicach, Sikawie czy Jaworznie, ale nie znaczy to, że bibliotekarz nie powinien ich posiadać.

Ryba lądowa

Nie ma i nie będzie także rewelacyjnych informacji z dziedziny nauk przyrodniczych. Tu zagadka: Czy żaba jest ssakiem, płazem, czy rybą? Otóż jedna z dyrektyw Unii Europejskiej głosi, że żaba jest rybą lądową (podobnie jak ślimak). Tej rewolucji w naukach biologicznych dokonali francuscy hodowcy żab i winniczków, zaopatrujący rodzimą gastronomię. Chodziło, rzecz jasna, o pieniądze. Znalazły się duże fundusze dla szeroko rozumianego rybołówstwa, więc lobby hodowców doprowadziło do uznania żab i ślimaków rybami. Strach pomyśleć, co będzie, gdy spłyną dotacje dla pszczelarzy. Jednak, bez względu na kolejne dyrektywy i rozgrywki ekonomiczne, będę uczniów informował, że żaba jest płazem, a ślimaki należą do mięczaków (z wyjątkiem J. Ślimaka z Placówki, który był twardzielem).

Tolerancja dla nietolerancji

Nie można też uzyskać w powierzonej mi bibliotece informacji o stale zwiększającym się procencie homoseksualistów. To, że liczba zwolenników rośnie, a niedawna dewiacja staje się modą, nie wpływa na procent gejów w żadnym społeczeństwie. Poważne źródła podają, że bez względu na obszar i czas w każdym społeczeństwie występuje 3-5% homoseksualistów. Poważny portal kochających inaczej podaje dane 4-6%, a samym zainteresowanym można chyba zaufać. Mnożenie tych danych przez dwa, a czasami trzy przez ludzi, którym tolerancja myli się z dyktaturą mniejszości, nie wpływa na stan faktyczny. Nie twierdzę, że homoseksualistów należy leczyć. Ich wybór. Na przymusową psychoterapię wysłałbym raczej tych, którzy z głupoty albo złej woli robią ludziom wodę z mózgu, wmawiając, że wszyscy jesteśmy potencjalnymi pederastami, tylko nie potrafimy tego w sobie zaakceptować. (Do roku 1973 homoseksualizm figurował na liście zaburzeń psychicznych; obecnie toczą się dyskusje, czy nie uznać za chorobę homofobii - niechęci do homoseksualizmu). W dobie postępu dochodzimy zatem do tolerancji totalnej i biada temu, kto nie chce tolerancji krzewić myślą, mową, czynem i procentami. A ja tam swoje wiem i domagam się tolerancji dla swojej nietolerancji.

Mnożenie cyfr

Nie ma także i nie będzie w mojej bibliotece informacji o jedenastu milionach zamordowanych Żydów i wszechobecnym polskim antysemityzmie. Ofiarom holocaustu należy się szacunek, a fałszowanie danych nie powiększa go. Boleję nad każdym zabitym z nienawiści, dla zysku lub z innych powodów. Nie zmienia to faktu, że Żydów zginęło sześć milionów, a kolejne pięć to wymysł dziennikarzy i ludzi, którym wydaje się, że mnożenie cyfr mnoży boleść po ofiarach. Chyba że chodzi o odszkodowania po przodkach. A co do antysemityzmu, jeśli Polacy mają go we krwi, to jakim cudem Żydzi znaleźli się na tej ziemi już za Piastów, a w XV-XVI wieku, gdy w całej Europie dokonywano pogromów, chronili się właśnie tutaj?

Legalizacja konopi

Nie udzielam również informacji na temat miękkich narkotyków. Mało mnie obchodzi, co o moim nastawieniu sądzi Ruch na Rzecz Legalizacji Konopi. Jako człowiek uzależniony od kofeiny i nikotyny nie mam zamiaru reklamować dodatkowo halucynogenów. W dawnych bibliotekach też istniały półki, do których nie wszyscy mieli dostęp. Część informacji zgromadzonych w mojej głowie podlega podobnej reglamentacji. Nie widzę powodu, by szeroko opowiadać uczniom o korzystnym wpływie marihuany w leczeniu objawów jaskry czy stwardnienia rozsianego. Jeśli dziś zacznę mówić o pożytecznych aspektach stosowania substancji psychotropowych, to za dziesięć lat będę musiał rozdawać wizytówki dealerów, a na to jestem za leniwy.
Przykładów znalazłoby się więcej (chociażby brytyjskie kłamstwa o znikomym udziale polskich lotników w bitwie o Anglię i samodzielnym rozpracowaniu przez wyspiarzy sposobu działania niemieckiej maszyny szyfrującej "Enigma"), ale uczniowie prędzej czy później podadzą lepsze, żądając źródeł na tematy, o których nawet nam się nie śniło.

Czytelnik dowiaduje się prawdy

Biblioteka istnieje między innymi po to, by czytelnik mógł dowiedzieć się prawdy. Jeśli nie uczymy prawdy i nie podajemy rzetelnych informacji, to cała nasza praca nie ma racji bytu.
Mam nadzieję, że za mojej kadencji nie będę musiał zakładać teczki tematycznej z materiałami dotyczącymi homoseksualnych żab morskich wyznania starozakonnego, palących marihuanę w polskich obozach koncentracyjnych. Czego i Szanownym Czytelnikom, którzy dobrnęli do końca felietonu, z głębi serca życzę.

Kazimierz SZYMECZKO