|
Mówić o autorach?
Book-talking ma się nieźle. A może przydałby się "author-talking"? Czasami mam wątpliwości, czy należy uczniom mówić o tym, co sobą reprezentowali autorzy czytanych przez nich książek. Nie chodzi tu o niewinne stwierdzenia typu: "Pani Musierowiczowa miała kłopoty z kolanami. Mam nadzieje, że już ma się dobrze" czy "A wiesz, że Andersen panicznie bał się ognia i przechodzenia przez mosty?". Tego typu zdania mogą być dobrym punktem wyjścia do rozmowy prowadzonej przy wypożyczaniu lub oddawaniu książek. Ot, ciekawostka dotycząca pisarza. Można też powiedzieć dzieciom, że Mickiewicz repetował (bodajże trzecią) klasę podstawówki. Spiżowy wieniec laurowy mu od tego z głowy nie spadnie. Ale czy wszystkie informacje mają posmak anegdoty? Czy stwierdzenie, że Gabriela Zapolska miała kilkudziesięciu kochanków jest jeszcze "smaczkiem" czy już złośliwością. Ale pozostawmy bujny temperament autorki (nomen omen) Moralności pani Dulskiej, bo miała być mowa o Czesławie Miłoszu.
Schizofrenia pojęć
Tenże poeta w Zaraz po wojnie (1998) napisał: "W sposób empiryczny przekonałem się, że cnota i poezja nie lubią chodzić w parze, a nawet często są nie do pogodzenia". Zaiste, zdanie godne Nagrody Nobla! Tylko jak konformizm i oportunizm autora mają się do słów jego wiersza Który skrzywdziłeś?
"Który skrzywdziłeś człowieka prostego
Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając [...]
Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.
Możesz go zabić - narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy".
Ano nijak się nie ma. Albo trzeba oddzielić autora od twórczości, albo uznać lekką schizofrenię pojęć.
Wiem, że de mortuis aut bene aut nihil, ale kult Miłosza, Wielkiego Polaka, Patrioty, Noblisty śmieszy i jednocześnie przeraża.
Na stronie oficjalnej Wieszcza (prowadzonej przez wydawnictwo "ZNAK") nie znalazłem wzmianki o tym, że w roku 1940 poeta przyjął obywatelstwo litewskie. Nie z przymusu, nie jak folkslistę, po prostu - czuł się Litwinem, więc jesienią 1939 roku, po przedostaniu się do Rumunii wykonał arcyciekawą woltę. Poszedł do ambasady sowieckiej w Bukareszcie i poprosił o pozwolenie i dokumenty, których uzyskanie pozwoliło mu wrócić do Wilna. Nie mam mu tego za złe. Każdy ma prawo wyboru ojczyzny. Ale wmawianie dzieciom, że Miłosz Wielkim Polakiem był, jest zwykłym kłamstwem. Zgoda na to, że wielkim (bo nie czepiam się poezji, tylko jej autora), ale, na litość Boską, dlaczego Polakiem? To już krzywdzenie delikwenta, który sam napisał: "Polska mnie przeraża. Powiedzmy, że przerażała mnie przed wojną, podczas wojny i przeraża całe te dziesięciolecia po wojnie. Jak powinien zachować się schwytany przez nią człowiek (urodzenie się tam czy język) jeśli chce być rozumny, trzeźwy, spokojny, a przy tym uczciwy? Jeżeli uważa te bezustanne ofiary, konspiracje, powstania za zupełny nonsens, po prostu dlatego, że w "normalnych" krajach tego nie ma?" (Rok myśliwego 1989).
Doborowe towarzystwo
Ano przerażał Miłosza ciemnogród. Sam wyraz pierwotnie nie miał tak pejoratywnego nacechowania, jak obecnie, a zaczerpnięty był z tytułu książki Stanisława Kostki Potockiego Podróż do Ciemnogrodu (1820). Przerażał go (Miłosza) polski nacjonalizm i tradycyjny katolicyzm. Nic dziwnego, że w opinii oświeconego Litwina o lewicujących poglądach ja, jako liberalny konserwatysta klasyfikowany jestem jako ciemnogrodzianin. Wiem, że sobie pochlebiam, bo mnie pan Czesław nie klasyfikował, ale za to jestem w doborowym towarzystwie. "Polski" Noblista lekceważąco potraktował Powstanie Warszawskie, patriotów mordowanych przez UB, gdy on w komunistycznej dyplomacji robił za attache kulturalnego i bez szacunku traktował wszystko to, co nie pasowało do jego wizji świata rodem z doliny Issy i okolic.
Z pozostaniem Miłosza na Zachodzie łączy się znana fraszka:
"Zaglądali mi do kufrów i waliz,
a ja w dupie wywoziłem socjalizm".
Problem w tym, że T. Kwiatkowski w zbiorze dowcipów politycznych Szeptanka przypisuje ten dwuwiersz poecie i satyrykowi - Marianowi Załuckiemu. A kilka innych źródeł to potwierdza. Porównując życiorysy i poglądy dwóch twórców, bardziej by wspomniana fraszka pasowała do Załuckiego, ale satyryk Nobla nie dostał, a zwycięzca bierze wszystko.
Wyjazd do USA nie przeszkodził poecie w krzewieniu lewicowych poglądów. Nie wiadomo zatem, po co wiał? Z jednej strony przekonanie o konieczności budowania PRL-u, a z drugiej prośba o azyl, gdy socjalizm chciał go pozbawić paszportu.
Może to wszystko jest efektem mieszkania blisko sowieckiej granicy? Kto od dziecka ogląda niepokonane imperium, ten dochodzi do wniosku, że należy sławić niepokonalność, ale oglądać z daleka
Prawda jest jedna
Można na temat Miłosza powiedzieć więcej, ale nie mam zamiaru popierać ani obalać tezy o upolitycznieniu Nagrody Nobla. A drobne lapsusy typu "Zamieszkałem w Krakowie, bo najbardziej przypomina mi Wilno" nie są istotnymi argumentami.
Chodzi mi o coś innego. Co mówić dzieciom o Miłoszu? A coś powiedzieć trzeba, bo z jego wierszami zetkną się już w podstawówce. Czy ma istnieć osobna prawda dla szkoły podstawowej, osobna dla gimnazjum, osobna dla liceum i wreszcie taka, jaką w skrótowej formie prezentuję ludziom dorosłym? Nie ma tylu prawd. Prawda jest jedna. Gdy się ją upiększa lub reglamentuje powstają trzy, co zgrabnie ujął ks. J Tischner: "Są trzy prawdy - prawda, półprawda i gówno prawda".
Czytelnikom, którzy dobrnęli do końca serdecznie dziękuję za czas poświęcony lekturze. Tym, którzy odczuwają niedosyt formy i treści polecam esej Jacka Trznadla Lewy profil, z którego zaczerpnąłem niektóre cytaty.
Kazimierz SZYMECZKO
PS.
Kwestia mówienia (lub niemówienia) o autorach pozostaje otwarta, bo 10-latek też powinien się dowiedzieć czegoś o autorze wiersza Ojciec objaśnia. A nie wypada mówić mu, że Miłosz to był fajny facet, a jak będziesz duży, to poczytasz dobie Lewy profil albo Salon Waldemara Łysiaka. Więc co nam zostaje?
Komentarze
http://www.bibliotekawszkole.pl/forum/viewtopic.php?t=700&postdays=0&postorder=asc&highlight=szymeczko&start=45
|
|