|
... i inni
Stwierdzenie, że historię piszą zwycięzcy, niczego nie rozwiązuje. Zazwyczaj zwycięża mit i stereotyp. Pół biedy, jeśli weryfikujemy poglądy (swoje i uczniów), bo mamy ku temu podstawy (nowe źródła). Gorzej, gdy potęga mitu nie dopuszcza do zmian niektórych zjawisk. Tak, zjawisk, bo nie chodzi tu o pojedynczą datę czy drugorzędny fakt, ale o funkcjonowanie historycznego stereotypu w świadomości społeczeństwa.
Wąwóz jest przełęczą
Ludziom, którzy od czasu do czasu sięgają po książki, nieobce jest nazwisko Kozietulski, znane chociażby z powieści Mariana Brandysa Kozietulski i inni.
"To konnica polska, dumne szwoleżery
Zdobywają szturmem wąwóz Somosierry!"
Pięknie i do rymu, ale nie do końca prawda. Somosierra nie jest wąwozem, choć P. Michałowski utrwalił na płótnie ułanów jadących gęsiego. Aż dziw bierze, że żołnierze hiszpańscy nie nasikali im na głowy. I po co Hiszpanom były armaty, skoro mogli zasypać Polaków kamieniami? Podobnych błędów nie ustrzegli się też Kossakowie, choć Wojciech odwiedził miejsce bitwy. Somosierra jest przełęczą, nie wąwozem. Gdyby nie to, że po obydwu stronach przełęczy wznoszą się zbocza Sierra de Guadarrama, można byłoby użyć słów "dolina", "płaskowyż", ale pozostańmy już przy przełęczy o szerokości około dwóch kilometrów. W tej to kamienistej przełęczy cwałujące konie łamały nogi. Hiszpańska artyleria obłożyła przełęcz ogniem, by zablokować drogę wojsk Napoleońskich na Madryt. Była zatem Somosierra przełęczą, której piechota zdobyć nie mogła (oddziały zostałyby zdziesiątkowane przed dotarciem do pierwszej baterii armat), a można było ową przełęcz (jak udowodnili polscy szwoleżerowie) zająć błyskawiczną szarżą. Tak
przełęcz
czy ja już o tym nie wspominałem? Nie zmienia to faktu mitycznego i za tydzień lub miesiąc znów usłyszę lub przeczytam o nieśmiertelnym wąwozie Somosierry.
A co ma do tego wyżej wspomniany Kozietulski? Ano to, że był dowódcą szwadronu i wydał rozkaz do ataku, ale nie on dotarł do czwartej baterii i zakończył dzieło. Prawdopodobnie przed błyskawiczną bitwą oficerowie zwyczajowo uzgodnili, że gdyby dowódca zginął lub został ranny, komenda przechodzi na jego zastępcę. A jeśli coś się przytrafi zastępcy, to atak poprowadzi jego zastępca i tak dalej
I tak się stało. Pod Kozietulskim padł koń, zanim szwadron dotarł do pierwszej baterii. Ułanów poprowadził kapitan Jan Nepomucen Dziewanowski (ciężko ranny przy zdobywaniu trzeciej zapory), a do ostatnich armat dotarł porucznik Andrzej Niegolewski. Tak wyglądają owi "
i inni" pomijani nawet w rzetelnych opracowaniach. Takie są fakty. Cóż, tym gorzej dla faktów. Nie po to przez dwieście lat Kozietulski zdobywał wąwóz, by teraz Dziewanowski zbierał laury za szarżę w przełęczy. A bibliotekarz z kronikarskiego obowiązku trzyma asa w rękawie i od czasu do czasu rzuca tuza na stół. Nadaremnie. Świadomość społeczna przebija kartę jokerem mitologii.
A skoro już o "i innych" mowa, to gdzie podział się dowódca obrony Westerplatte, kapitan Franciszek Dąbrowski? Jakoś nie słyszałem o szkołach lub ulicach nazywanych jego imieniem. Pulę zgarnął funkcjonujący stereotypowo major Henryk Sucharski, który już 2 IX chciał poddać placówkę.
Kazimierz Szymeczko
Z rodziną najlepiej na zdjęciu...
Czasami nawet w rodzinie nie wszystko można "załatwić w swoich czterech ścianach". W XV w. zapewne nie znano powiedzonka o tym, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu, ale zapewnie funkcjonowało podobne. Kim jest w naszej świadomości Władysław Jagiełło? Dla jednych wybitnym politykiem i zwycięzcą spod Grunwaldu, dla innych dzikim Litwinem, neofitą. Wiele zależy tu od "i innych". Prawda to, że św. Jadwiga (wówczas trzynastolatka) próbowała sobie wyrąbać siekierą drogę do ukochanego Wilhelma Habsburga? Ale drzwi komnaty, w której ją zamknięto, były mocne, a za progiem czekała nowa dynastia. A co z ojcem chrzestnym Jagiełły, Władysławem Opolczykiem? Historia uznaje go za postać kontrowersyjną. Buntownika. Rzadziej się pisze o tym, że nowy król miał kompleks na punkcie wykształconego i ustosunkowanego na kilku dworach przedstawiciela Piastów. Zazwyczaj wystarcza nam wiedza z obrazu Matejki, gdzie Jagiełło stoi w tle na wzgórku, a Władysław Opolczyk w ramach się nie mieści. Inna sprawa, że Książę Opolski bitwy nie doczekał, a za życia paktował z Krzyżakami. Proszę jeszcze nie krzyczeć: "Na pohybel zdrajcy"! Toż to ten sam człowiek, który nadał Częstochowie prawa miejskie, sprowadził tam ojców Paulinów i podarował im pewien obraz, którego miniaturę nosi w klapie inny mąż stanu o równie zagmatwanym życiorysie.
Pora kończyć, bo o "i innych" można bez końca. Dziewanowski, Dąbrowski, Opolczyk
Tło dla postaci z okładek podręczników. Zostanie stereotyp i może jakiś "smaczek", jak na przykład fakt, że jeden Władysław na potrzeby wojny z drugim Władysławem zastawił (za 800 kop groszy praskich) złotą koronę mincerzowi o nazwisku, nomen omen, Lepper. Zdradzę tylko, że wedle Janka z Czarnkowa ów Władysław był to "zwolennik pokoju i wielki jego zachowawca". Konia z rzędem temu, kto od razu zgadnie, o którego Władysława chodzi! I oby to nie był ten koń, którego ubito pod Kozietulskim.
Kazimierz SZYMECZKO
PS. A propos. Czy wspomniałem już, że Somosierra jest przełęczą, a nie wąwozem?
|
|