|
W "Bibliotece w Szkole" 12/2001 opublikowaliśmy (s.24) wezwanie do poszukiwania wyników ankiety na temat
bibliotek szkolnych, przeprowadzonej przez MEN w r. 2000. Podobne wezwanie znalazło się też na naszej stronie
internetowej (www.sukurs.edu.pl). Na efekt nie trzeba był długo czekać.
Wyniki ankiety odnalazły się! Pani Halina Kowalczyk-Wilk z Departamentu Kształcenia i Wychowania MENiS poinformowała,
że znajdują się one na stronie internetowej http://www.biblioteka.edu.pl/biuletyn/001/ie4/ankieta/ankieta.htm.
Sprawdziłem. Rzeczywiście pojawiły się tam zestawione dane liczbowe zebrane w kilkunastu tabelach, w zasadzie bez
komentarza.
Okazuje się, że na ankietę MEN odpowiedziało poprawnie prawie 10 000 placówek z 16 województw. Całkiem sporo.
Na pierwszy rzut oka wyniki wyglądają więc reprezentatywnie. Ale tylko na pierwszy rzut oka. Oto okazuje się, że z
niektórych województw nadesłano tylko pojedyncze odpowiedzi. (np. lubuskie - 3, mazowieckie - 5, wielkopolskie - 31),
podczas gdy z pozostałych województw na ankietę odpowiedziała znacznie bardziej reprezentatywna liczby placówek (od
541 z pomorskiego i 455 z opolskiego do 1517 z małopolskiego i 1717 ze śląskiego). Łatwo się domyślić, że
powodem takiego zróżnicowania były jakieś niedociągnięcia związane z dystrybucją formularzy. Co w takiej
sytuacji nakazywałaby logika? Były tylko dwa wyjścia:
- albo podjęcie próby przeprowadzenia (w trybie dodatkowym) ankiety w pominiętych województwach (nawet kosztem
przedłużenia w czasie całego przedsięwzięcia) - tak, by w każdym regionie liczba odpowiedzi w stosunku do
liczby szkół była podobna,
- albo zestawienie wyników w rozbiciu na województwa, co dałoby jakąś szansę na cząstkową przynajmniej
reprezentatywność.
MEN oczywiście wybrało trzecie wyjście: wrzuciło wszystkie wyniki, niczym kartofle, do jednego worka i postanowiło
udawać, że ankieta bez danych z takich regionów jak Wielkopolska czy Mazowsze jest reprezentatywna dla całej Polski.
A zatem przed przystąpieniem do analizy tabel z wynikami ankiety trzeba koniecznie wziąć poprawkę na
zasygnalizowane wyżej regionalne "zaciemnienia" obrazu bibliotek szkolnych.
W samych tabelach odbił się czkawką jeden z ważniejszych "grzechów pierworodnych"*
ankiety polegający na braku precyzji formułowania pytań. W ankiecie osobne kategorie stanowią poszczególne typy szkół
(podstawowe, gimnazja, licea, zasadnicze zawodowe, średnie zawodowe) oraz zespoły szkół, które - jak wiadomo - mogą
skupiać najróżniejsze konfiguracje wymienionych wcześniej typów szkół. Znów więc obraz się zaciemnia, bo nie
wiadomo, czy zespół szkół to np. podstawówka i gimnazjum, czy też technikum, liceum i dwie zawodówki. Mało tego.
Warto pamiętać, że w wielu zespołach szkół funkcjonuje jedna biblioteka obsługująca wszystkie szkoły należące
do danego zespołu. Przyjmuję zakład w modnej walucie euro, że w niektórych zespołach szkół każda szkoła
odpowiadała osobno na ankietę i każda opisywała jako "swoją" tę wspólną dla wszystkich szkół
bibliotekę. A zatem jedna biblioteka pojawiła się w ankiecie kilkakrotnie za każdym razem przy innej szkole. To
kolejny powód, by na wyniki ankiety patrzeć z dużą ostrożnością.
Analizując samo zestawienie danych zebranych w zasygnalizowany wyżej sposób widać - powiedzmy - beztroskę. Oto
np. z tabeli 1 (powierzchnia ogólna bibliotek) wynika, że na 9762 szkoły, które odpowiedziały na ankietę, w
621 szkołach biblioteka zajmuje powierzchnię równą 0 (słownie: zero) m2. Można zatem pomyśleć, że po
prostu w 621 szkołach w ogóle nie ma bibliotek. Ale następna jest tabela 2 (pomieszczenia biblioteczne), z której
jednoznacznie wynika, że we w s z y s t k i c h 9762 ankietowanych szkołach biblioteki zajmują od 1 do ponad 5
pomieszczeń. A zatem resort edukacji jest zdania, że 621 polskich bibliotek zajmuje co najmniej jednoizbowe lokale o
powierzchni ogólnej równej 0 m2. Fantastyczne osiągnięcie.
Kolejny "grzech pierworodny" zaciemnił informacje na temat wielkości księgozbiorów bibliotek i wysokości
nakładów na zakup książek. W formularzu ankiety nie sprecyzowano bowiem, czy należy uwzględniać będące
formalnie "na stanie’ bibliotek komplety podręczników kupowane od kilku lat ze środków budżetowych. Część
bibliotek zapewne tak zrobiła, część nie. Nijak nie da się więc tych danych porównywać.
Osobną tabelę przeznaczono dla informacji na temat wyposażenia w multimedia, a osobną na temat wyposażenia w
CD-ROM-y (które są m.in. nośnikami multimediów).
Ciekawa jest informacja z tabeli 16, z której wynika, że w 881 polskich bibliotekach szkolnych nikt nie obsługuje
czytelników (w tym jest pewnie też tych 621 wspomnianych wyżej bibliotek w lokalach, które nie mają żadnej
powierzchni). Czy są to biblioteki samoobsługowe?
W tabelach z wynikami w ogóle nie podano (bez ujawnienia przyczyn) uwzględnionych w formularzu ankiety informacji
na temat: liczby uczniów w szkole, liczby odwiedzających, liczby wypożyczających, nakładów na dostęp do
Internetu. W żaden sposób nie skomentowano wyników ankiety, nie podano, po co została ona przeprowadzona i w jaki
sposób wykorzystuje się jej efekty.
Ministerialna ankietą na temat bibliotek szkolnych wyrosła na jakiejś trudnej do zrozumienia niefrasobliwości,
urzędniczym spojrzeniu na rzeczywistość. Ankieta od początku marnie się zapowiadała i niestety spełniła te
oczekiwania. Nie można się dziwić, że ukryto ją gdzieś z dala od oficjalnych dokumentów ministerstwa.
Szkoda naszych wspólnych pieniędzy wydanych z niezbyt przecież zasobnej oświatowej kasy. Szkoda pracy ludzi, którzy
w ok. 10 000 szkołach na ankietę odpowiadali. Szkoda zmarnowanej szansy na uchwycenie stanu, w jakim znajdują się
polskie biblioteki szkolne. Ankieta ze względu na złe przygotowanie, przeprowadzenie i opracowanie wyników nie może
służyć do wiarygodnych analiz. Osoby zainteresowanych wynikami ankiety odsyłam do podanej na wstępie strony www. Żeby
jednak jakoś wykorzystać ankietę, zabawmy się (pamiętając o powyższych zastrzeżeniach na temat wiarygodności
ankiety) w opisanie na jej podstawie obrazu przeciętnej polskiej biblioteki szkolnej.
Przeciętna polska biblioteka szkolna zajmuje jedno pomieszczenie o powierzchni 11-60 m2 (jeżeli
znajduje się w liceum ogólnokształcącym miewa dwa pomieszczenia). Jeżeli w ogóle dysponuje czytelnią, to nie większą
niż z 5-12 miejscami do pracy. W przeciętnej bibliotece nie ma żadnego sprzętu technicznego, tylko czasem pojawia się
telewizor z odtwarzaczem wideo. Jest z reguły sporo książek - 5-10 tys. (w szkołach średnich zawodowych 10-15 tys.,
a w liceach ogólnokształcących nawet 15-20 tys). Najskromniej wyglądają księgozbiory gimnazjów nie przekraczające
z reguły 500 wol. Poza książkami biblioteka w zasadzie nie gromadzi innych materiałów (jak choćby multimedia czy
programy komputerowe). Zbiory są opracowane w sposób tradycyjny, bo biblioteka nie ma sprzętu komputerowego i
programu umożliwiającego automatyzacje procesów bibliotecznych. Największe szanse na instalacje komputera mają szkoły
średnie, ale i tam nie zawsze komputer jest wyposażony w system biblioteczny, a o dostępie biblioteki do Internetu
raczej nie ma mowy. Polska biblioteka szkolna jest swoistym fenomenem. Z budżetu szkoły w zasadzie nie wydaje się na
nią żadnych pieniędzy. Jedynie w średnich szkołach zawodowych przeznacza się pieniądze na księgozbiór (kilka
tysięcy złotych rocznie, ale w tym są pewnie zakupione z budżetu podręczniki). Pewne szanse na ewentualne kwoty w
granicach 1000-2000 zł rocznie mają także biblioteki w gimnazjach. Bibliotekarze starają się więc o pieniądze z
innych źródeł, ale nie jest to zadanie łatwe i rzadko się udaje. W przeciętnej polskiej bibliotece szkolnej
pracuje jedna osoba, przy czym w szkole podstawowej zatrudnienie coraz częściej spada do ułamka etatu (poniżej 0,5).
Juliusz Wasilewski
| * |
Uwagi na temat formularza ankiety i sposobu zbierania danych - zob. J. Wasilewski: Ankieta w sprawie
bibliotek szkolnych, czyli sporo pary w gwizdek. "Biblioteka w Szkole" 2000 nr 9 s. 12-13
powrót |
|
|