|
Nieustająco ten sam problem bibliotekarzy przewija się w publikowanych w "Bibliotece w Szkole" wypowiedziach na temat
obowiązków nauczycieli bibliotekarzy. W numerze 6/2003 (s. 27) opublikowano głos Dyrektora. Dyrektor życzy
bibliotekarzom zrozumienia dla innych. Cóż można odpowiedzieć? I vice versa!
Może wtedy dyrektor wczuje się w sytuację nauczyciela bibliotekarza niejednokrotnie "dowartościowywanego"
dwoma-trzema zastępstwami dziennie. Czasami bibliotekarz zanim zdoła dotrzeć rano do biblioteki, już jest wysyłany na
doraźne zastępstwo. Nie ma go zatem w bibliotece od 45 do 90 minut. Okazuje się, że w tym czasie polonista potrzebował
słownika, uczniowie klas młodszych przyszli wypożyczyć książki (bo w czasie lekcji jest dla nich bezpieczniej -
szczególnie, gdy szkoła podstawowa łączona jest z gimnazjum), a rodzic przywiózł makulaturę (bo bibliotekarz nie tylko
kataloguje i opisuje książki, Panie Dyrektorze, ale stara się także o fundusze na zakup nowości). Po dwóch godzinach
zastępstw słyszymy, że biblioteka jest stale zamknięta.
A przecież stała dostępność do księgozbioru jest bardzo istotna. Nasza praca z dziećmi ma miejsce nie tylko na
zastępstwach. Dyrektor wypowiadający się na łamach "Biblioteki w Szkole" pomija całkowicie pracę pedagogiczną podczas
indywidualnych konsultacji z czytelnikiem.
Bibliotekarz ma całkiem inne relacje z młodzieżą niż nauczyciel-"przedmiotowiec" czy wychowawca, jest przez uczniów
inaczej postrzegany. Dzieci przychodzą do biblioteki nie tylko wypożyczać, przychodzą także porozmawiać, zwierzyć się ze
swoich problemów, szukają u nas pewnego azylu. Nauczyciel bibliotekarz poznaje uczniów poprzez indywidualne
kontakty w czytelni i wypożyczalni - tu odbywa się właściwa praca pedagogiczna i wychowawcza nauczyciela bibliotekarza W
bibliotece, w swobodnej atmosferze, kiedy nie grozi ocena w postaci stopnia, dzieci i młodzież chętnie i szczerze
wypowiadają się na różne tematy, nawet zwierzają się ze swoich sympatii i pierwszych uczuć.
Nie można nam zarzucić, że nie pracujemy z dziećmi i wolimy siedzieć w papierkach. Nawiasem mówiąc dyrektor szkoły
powinien sobie zdawać sprawę, że opisania i katalogowania zbiorów nikt za nas nie zrobi (podobnie jak np. zakupów -
często w czasie prywatnym). Przecież za bibliotekarza nie ma doraźnych zastępstw. Bez tej papierkowej roboty biblioteka
byłaby pomieszczeniem ze stertą książek a nie uporządkowanym, funkcjonalnym warsztatem. A może nasze działania mają się
skupiać na zapewnianiu młodzieży bezpieczeństwa na zastępstwach?
Najłatwiej zza dyrektorskiego biurka zarządzić, że bibliotekarz ma iść na zastępstwo (to się nazywa "w ramach
zajęć"), przecież jego praca może poczekać. A że mógł mieć zaplanowane i rozpoczęte inne działania (np. porządkowanie
zbiorów, aktualizację segregatorów, opracowanie ubytków czy wprowadzanie księgozbioru do komputerowej bazy danych)?
Trudno, niech zmieni plany.
I tak czujemy się tym gorszym gatunkiem nauczyciela, który nawet sprzątaczkę może zastąpić. Kto z nas sam nie dbał o
zachowanie czystości na regałach, biurkach, stolikach w czytelni? Nie zawsze nawet sprzątaczka jest w stanie rzetelnie
wypełniać swe obowiązki, cóż - wtedy dzielna bibliotekarka bierze sprawy (czytaj szmatkę) w swoje ręce - zamiast skarżyć
się dyrekcji. Wypełniamy te wszystkie dodatkowe obowiązki, bo kochamy swoją pracę - i tę papierkową, i
twórczą, a nawet fizyczną. Taka jest specyfika naszej pracy. Oczekujemy tylko, że będziemy szanowani i doceniani m. in.
przez swoich przełożonych. Niestety, z wypowiedzi przedstawiciela naszych przełożonych (pana Dyrektora - nazwisko i
adres znane redakcji...) absolutnie to nie wynika. Pozytywnych prognoz brak.
Przypomnieć też trzeba, że nasze pensum wynosi 30 godzin tygodniowo. Może dyrektorowi wydać się to niemożliwe,
ale również poświęcamy czas wolny w domu na pracę (nie mając najczęściej dostępu do Internetu w szkole, w domu szukamy
informacji i wiadomości potrzebnych nauczycielom i dyrekcji, opracowujemy projekty gazetek, drukujemy, przygotowujemy
wystrój plastyczny - z własnych niejednokrotnie surowców, targamy do biblioteki własne kwiaty, wykładziny,
firanki, biurka itp. itd.).
Panie Dyrektorze, dziękujemy za wyrazy współczucia dla Omnibusa, pozwalamy sobie jedynie przypomnieć, iż to, że
bibliotekarz "musi katalogować i opisywać", nie wynika z jego woli czy wyboru, lecz z konieczności. Ponieważ właśnie to
żmudne i czasochłonne "katalogowanie" jest jednym z istotnych i obowiązkowych elementów pracy nauczyciela bibliotekarza.
Dalece nietaktownym wydaje się twierdzenie, że dla Omnibusa najważniejsze są papiery. Jest to kolejny przykład na to,
jak niewiele o pracy bibliotekarza, o jego obowiązkach, wiedzą niektórzy dyrektorzy.
Nikt zdrowo myślący nie przedkłada pracy papierkowej nad tą zasadniczą - pedagogiczną i nad żywym kontaktem z
czytelnikiem. Tylko tyle, że przeważnie właśnie na podstawie takiej papierkowej pracy - dokonuje się oceny pracy
nauczyciela bibliotekarza.
Może Panu Dyrektorowi nie wydaje się to możliwe, by czyszczenie wykładzin leżało w gestii nauczyciela bibliotekarza,
ale proszę przyjąć do wiadomości, że również inne prace fizyczne nie są nam obce. I nie wydaje się zasadne, aby wnikać w
przyczyny takiego stanu (bo to problem zbyt złożony). Pamiętajmy wszakże, że to Pan Dyrektor jest PANEM i WŁADCĄ -
spróbujmy odmówić.... nie wykonać polecenia służbowego (przecież nie jesteśmy niezastąpieni - a tylu ludzi szuka
bezowocnie pracy).
Przykra jest zwłaszcza konkluzja Pana Dyrektora. Propozycja złożona Omnibusowi - aby zastanowił się, co jest w pracy
szkoły najważniejsze oraz końcowe życzenia: "więcej szacunku dla pracy i zrozumienia dla innych" - to już chwyt poniżej
pasa!
Zwracamy się z apelem do dyrektorów szkół, aby przed dokonaniem oceny pracy nauczycieli bibliotekarzy dobrze poznali
zasady funkcjonowania biblioteki i wynikające z przepisów i norm obowiązków nauczyciela bibliotekarza.
Grażyna Wodała
doradca metodyczny ds. bibliotek szkolnych
Alicja Maciejewska
nauczyciel bibliotekarz
|